wtorek, 22 kwietnia 2014

Kulminacja przesady

Wiem,że zakładając bloga, deklaruje się niejako sobie, niejako wam,że "raz za czas" jak to mówi ma córa o jedzeniu słodyczy, powinno się napisać, pokazać co się naprodukowało, odświeżyć pamięć o sobie.
Nie wychodzi mi nijak...czas biegnie między palcami jak nigdy dotąd. Dwie córzynki do oporządzenia plus zwykłe codzienności i dzień wyczerpany.Szycie nocami, spanie między przerwami dnia i nocy choć nie bardzo wiem kiedy to jest.Nie mam nawet głowy,żeby spokojnie usiąść i pokazać trochę mojej codzienności.Zmiana szaty bloga mi się marzy, częste wpisy i porządek.Niech to będzie zapisana deklaracja.
Jak powiem, głupio będzie nie zrobić.

Kropel kilka tego co ostatnimi czasy.W przerwach między wszystkorobieniem ;p
A już w sobotę trzecie urodziny dziecięcia - jak będzie ładnie to coś pokażę :)
No i odrobinę salonu, którego już więcej niż mniej!



pojemniki

Coś mnie już kusiło ,żeby uszyć coś nowego i wyszła torba,a za nią kolejne..i będą następne.





Uszyłam też piórnik a trzy kolejne w kolejce.Dla córzynki oczywiście też.Lubię takie miękkie i "hend mejdowe" rzeczy, które w użytku dzieci są codziennie.


A na koniec zając dla córy :



Gucia










wtorek, 21 stycznia 2014

nadszedł dzień wyjaśnienia

Córzynki rosną i dają siłę na wszystko.Zawojować cały świat można byłoby karmiąc się ich miłością.
Pojawiają się w moich myślach częściej niż mogłabym to sobie wyobrazić.
Pomyślałam więc ,że skoro nie da się napisać posta o postępach w pracy, może powinnam się najprościej wytłumaczyć..Bo plany były ambitne a początek roku skłania do "zaczynania" w ogóle.
Że fitness już na pewno, że koniec z czekoladą, że kalendarz i plany dni,tygodni i ...ciągle mnie ponosi!
Nowy rok - owszem, pojawił się.Plany zapisane - można byłoby wytapetować nimi łazienkę.
Pomysły na rozwój - życia mogłoby zabraknąć, żeby spróbować wszystkiego.
Wyliczanka idzie zgrabnie, żeby zakończyć się delikatnym grymasem na twarzy, choć wcale nie utopioną nadzieją!
Chyba muszę w końcu przyznać,że mam dwoje dzieci. Nawet mnie samą śmieszy moja naiwność.
Bo wiara wiarą , dzieci dziećmi, a czas i tak ma wszystko gdzieś i robi swoje.
Toczę z nim codzienne boje, walka taka, walka siaka...wkurzam się na swoją słabość,wkurzam na wolę, że tak bardzo chce się spełniać. Potem zaczynam się stresować, bo przecież obiecałam, że uszyję, przyjęłam nowe zamówienie, bo uwielbiam i przecież chcę to robić.W kolejce stoi też i niecierpliwe zmęczenie, które podkłada mi nogi, żeby trudniej było wstać do maszyny...ale na końcu tej historii znalazłam magię.
Pewno się nie spodziewaliście! Ale jest! Bo idę do pokoju mojej ,niedługo już, trzylatki i nie mogę znaleźć jej głowy, zakopanej pod stertą pluszaków i innych "niezbędników" zasypiania. Przykrywam jej zawsze odkopane spod kołdry ciałko, słucham spokojnego oddechu i serducho szaleje z miłości i troski.
Wydaje mi się najsłodszą istotą na Ziemi.
I jaka jestem szczęśliwa wiedząc, że to jeszcze nie koniec. Bo układając się do snu , obok mnie leży coś jeszcze kruchszego .Trzymiesięczna mikro córa wyzwala kolejne wodospady uczuć.
Oglądam jej podnoszący się i opadający brzuszek, daję jeść oglądając rozkoszny obrazek zassanych ust i słuchając łapczywego przełykania,dotykam paluszków i  zasypiam, czując ten jedyny i niepowtarzalny niemowlęcy zapach.
 I wtedy przychodzi  taka myśl,że przestaję się przejmować. Bo wiem,że cały świat wokół poczeka, a te magiczne momenty kiedy dzieci są tak bardzo bardzo kruche i zależne od naszej miłości , kiedy obie stópki zmieszczą się w naszej dłoni, kiedy mogę posłuchać ,że w lecie chodzi się w "klapankach" i "lubię cię, że mnie kochasz"...chyba już nic nie muszę pisać.

Tworzy się, ale w rytm cór.Wielu rzeczy nie pokazuję bo już były, czasem wklikam zdjęcie tylko na fejsbuka.I dalej krzyczę ,że :"będzie się działo"! Więc zaglądajcie i trzymajcie kciuki za moje siły!




czwartek, 9 stycznia 2014

pierwszy pokój córzyn

   Czasem przerwy są potrzebne.Można sobie odpocząć, przemyśleć wiele, poukładać, zaplanować, pomarzyć..wreszcie można się i zniecierpliwić.
2013 był naszpikowany wydarzeniami jak chyba żaden inny w moim życiu.
Najważniejszym jest oczywiście mała kruszyna, która wykluła się pod koniec roku, dając mi absolutną satysfakcję jeśli chodzi o dziecięce spełnienie :) Zawsze chciałam mieć co najmniej dwójkę i ,mimo że zarzekam się, że to już koniec, to im starsza staje się moja druga córeczka, tym bardziej tęsknię do okresu z którego już wyrosła.
Małe jest tak bardzo bardzo bezbronne i niewinne. Ten czas niemowlęctwa jest nie do opisania.
Córzyny razem też - widok bezcenny.
   Udało się też znaleźć mieszkanie marzeń na poddaszu starej kamienicy.
Pokój za pokojem, będę zmieniać je według siebie.Zaczęłam od najważniejszego miejsca , gdzie zwykle przenoszą się wszelkie imprezy i spotkania - pokoju dziewczyn. Choć póki co mieszka tam tylko jedna, druga z nami w łóżku :)
Następny w kolejce jest salon - ale to na inny post.
   Jest dużo bieli bo pokój dość ciemny. Duży,chyba większy nawet od salonu.
Jeszcze niedopieszczony do końca, ale powolutku..choć ja zawsze chcę wszystko już, teraz. Ćwiczenia na studzenie zapału mam jak znalazł ;p
   Szyć też zaczęłam choć ledwo trzymam się na nogach ostatnio  - nie wiem czy to ta śmieszna zima czy moje dziecko wysysa ze mnie wszystkie soki witalne, ale energii ze świeczką szukam każdego wieczora.
Postanowiłam jednak, że wraz z nowym rokiem, czas wrócić do "pracy". I przyznam ,że przyszło też powiększające się zniecierpliwienie wobec braku rozwijania mojej pasji tworzenia.
Choć w najbliższym czasie nic nowego, nic odkrywczego i nic jak obiecałam, ale muszę nadrobić trochę zamówień i odszyć co obiecałam.Potem będzie czas na własne projekty.
   Po tym przydługawym i mam nadzieję, znośnym wstępie, pokój dziewuch : tadam




mini córzynka - little helper :):):) 


cudny obrazek od meryselery







mama dwójki ucieka szyć




poniedziałek, 18 listopada 2013

Miesiąc później...

             Nadzieja zbytnio się mną nie przejęła i znów noworodki określane krótkim : " je i śpi"
są mi jak najdalej obce.
Nie jest wcale płaczliwie, nie jest marudząco ani niecierpliwie - moje dzieci mają po prostu pogłębioną potrzebę bliskości, którą spełniam bez mrugnięcia okiem, bo uważam,że jest najważniejsza. Ale....moja córka
może spać jak - brzydko pisząc - zabita, może być wykończona zbyt długim czuwaniem, może być noszona, może być tulona - wszystko to żeby spokojnie spała - ale jest jedno ale : nie odkładajcie mnie do koszyka jak już zasnę!
Każda próba wyzwolenia się z uścisku maleństwa kończy się natychmiastową pobudką.
Stąd moje życie ograniczyło się ostatnio do używania tylko jednej ręki - druga trzyma główkę,
do robienia śniadań z małą pod pachą i generalnego ubezwłasnowolnienia na rzecz tej mikro najukochańszej istoty na ziemi!
Ale nie jest tylko śpiąco i cichutko.Mamy też codzienne wesołe miasteczko - to czas powrotu siostry z przedszkola :)
Dobrze, że mam takiego cudownego męża, który od niedawna pracuje na dwie zmiany - poza domem i w domu - bo mogłabym całkiem zapuścić się w szyciu.
A tak, coś powstaje, ale tempem żółwim i nic się tu póki co zmienić nie da.
Zamówienia przekładam na po świętach, teraźniejsze kończę i dłubie wciąż te krzyżyki,bo wciągnęło mnie na amen.
Piękne, świąteczne materiały niestety nie ruszone, ale czas bezkompromisowy więc może być i tak,że przydadzą się za rok..

Dziś ramki i podusia zamówione.
Parę pojemników i część pewna mojego kalendarza adwentowego, którego mam nadzieję skończyć do 1 grudnia! Oby się udało.Liczby są wyhaftowane a woreczki uszyte z bawełny i lnu.
Czekam na dostawę filcu i zainspirowana cudami w sieci,zamierzam córze poszyć różne stwory potwory.



kalendarz adwentowy




poducha z misiem







komplet kwadraciaków










Póki co lewa ręka otula bujną czuprynkę maleństwa a prawa pisze : do następnego, być może już z innego miejsca :)

wtorek, 22 października 2013

Jesteśmy !

Wykluło się maleństwo.Miłość się dwoi i troi.Siostra całuje, dotyka, głaska po bujnej czuprynce.
Można by powiedzieć,że sielanka. 
Chyba nigdy jeszcze jeden miesiąc nie obfitował dla mnie w tyle zmian.
Bo to jeszcze nie wszystko. A kolejna która się szykuje - także duża i myślę, zmieniająca nasze życie.
Ale jeszcze nie zapeszam, nie krzyczę z radości tylko czekam.

W pracowni zastój, jeszcze nie wiem co robić kiedy mała spi, a druga w przedszkolu.
Dylemat między pójściem spać z nią, spokojnym śniadaniem, odpoczynkiem po prostu a szyciem jeszcze nie skończył się tym ostatnim.
Na razie próbuję sobie wytłumaczyć,że 5 dni po porodzie można jeszcze bezkarnie nie robić nic.
I że świat się nie zawali, projekty nie utkną w pół, a zamówienia zostaną zrealizowane.

Obrazek świąteczny dla moich dziewczyn, zdążyłam jeszcze przed narodzinami, więc pokazuję.
Uwielbiam hafty.Krzyżyk za krzyżykiem.











Gucia



poniedziałek, 7 października 2013

krzyżyk i krzyżyk

Bawię się i bawię i końca nie widać.
Mikołaj z reniferem miał się zaramkować,ale ostatecznie skończył na poduszce.
Wiem,że dopiero początek października i wcale nie ogarnęła mnie przedświąteczna gorączka.
To tylko wynik mojej miłości do niemal wszystkich wzorów z książeczek RICO.
Stąd jeden wzór goni drugi i jeden pomysł prześciga się z dwoma następnymi.
Pewno zasypię was jeszcze nie raz krzyżykami, bo jak się już nie ma siły i można wygodnie usiąść wieczorkiem na kanapie - ręce same rwą się do pracy.
Rozważałam nawet spakowanie kanwy do szpitalnej torby,ale może troszkę mnie poniosło..;p

Oto i poducha,a niedługo coś świątecznego dla córeczek.
Haft z doszytą czerwoną bawełną w złote grochy.Z tyłu len.
A na czerwieni jeszcze cudna, bawełniana tasiemka w serduszka.
Uszyłam też do środka poduszkę wypełnioną kulkami silikonowymi,żeby można było spokojnie wyprać poszewkę.Najlepiej w rękach.








zahaftowana Gucia


sobota, 5 października 2013

w krainie dziecięcych marzeń

Już jakiś czas temu zamarzyłam sobie,żeby córze sprawić kołyskę dla lalki.
Nie wiem już sama czy bardziej jej czy sobie..ale że córa lubi bawić się ze mną - na pewno też będę mogła przebrać lalę i ukołysać ją do snu.
Cudo wymyśliłam sobie oglądając mnóstwo wnętrzarskich blogów ,
a problem realizacji nie istniał - wiedziałam komu powierzyć takie "drewniane" zadanie.
Jeśli jeszcze nie znacie - koniecznie zajrzyjcie TU i TU.
Mam już przepiękną skrzynię na kółeczkach od Marty i nie zawahałam się poprosić też o coś dla dziecięcia.
Moim skromnym zadaniem było tylko uszycie materacyka, poduszki i kołderki.
Oto i przedstawiam wam owoc naszej współpracy.
Jako,że wciąż biegam z kuleczką w brzuchu, a prezent poniższy to podarunek dla starszej od młodszej siostry - jako wyraz miłości i zapobiegliwości z mojej strony ( to wcale nie przekupstwo!), skrzętnie schowany czeka na mój powrót ze szpitalnej sali.







wkład własny - moja pościel :) 




Powstały też dwa ogromne pojemniki lniane z sówkami :




Dwa pojemniory w czerwone serducha :




No i pufa też się uszyła. Moja pierwsza taka duża i prawdziwie pufiasta.
Zamówiona w takich tkaninkach - komponują się razem genialnie.




Pozdrawia was ciepło wciąż szyjąca mama - jeszcze - jedynaczki :)

poniedziałek, 30 września 2013

ostatnie chwile przed ?

Jeszcze jestem z kuleczką w brzuchu.Choć jeśli postanowi wyjść - już absolutnie do tego dojrzała.
Każdego wieczora myślę, że to już i modlę się równocześnie, żeby to jeszcze nie dziś, bo nie mam siły i chcę iść spać, bo na jutro mnóstwo szycia i zamówienia indywidualne, które muszę zrealizować!
Pamiętam,że z pierwszą córą niedoczekanie porodu sięgało chmur, teraz jest wprost przeciwnie.
A że to chyba jeszcze nie ten wieczór , pokażę wam co ostatnio zawładnęło moją głową.
A mianowicie haft krzyżykowy.
Ja wiem,że to trochę babcine, bardzo bardzo proste, okrutnie czasochłonne i właściwie niewiele mogłabym napisać, żeby kogoś zachęcic...ale nie mogę się opanować i ciągle krzyżykuję.
Pierwszy powstał renifer i mimo że niewielki to skradł kilka wieczorów.Naszyłam go na len i powstał woreczek iście ciepły i świąteczny.


Ciągle zastanawiam się czy nie powinnam zamiast tego zająć się ćwiczeniem oddechów bądź po prostu iść spać, ale wpadłam w szpony i czuję się jak nałogowiec.
Wszystkio będzie świąteczne, bo kupiłam sobie dwie książeczki RICO design
właśnie z wzorami bożonarodzeniowymi i nic na to nie poradzę,że kocham te wszystkie choinki, renifery,bałwany itd itd.
A że nie do przewidzenia jest temperament mojej drugiej córeczki, zabrałam się za to już teraz, w razie późniejszej niemocy :)
Kolejny wzór zamierzam obramować i wtedy pokażę wam co zajmuje mnie przez ostatnie dni.
W planach mam tyle motywów,że do świąt spokojnie każdy wieczór mam zarezerwowany na muliny i kanwę.

Ale nie tylko hafty się tworzą, bo jak córa w przedszkolu, w ruch idzie maszyna.Podzieliłam sobie rodzaje pracy na pory dnia,żeby niczego nie zaniedbać.A dodatkowo chcę obkupić się w filc, który od dawien dawna marzy mi się dniami i nocami.Ogrom możliwości w tworzeniu zabawek dla dzieci kusi mnie coraz intensywniej i mam nadzieję w końcu spełnić i te pragnienie.Nie wiem tylko którą porę dnia przeznaczyć na filc, bo z tego co mogę zauważyć zostanie mi tylko noc ;p

Na życzenie powstały ostatnio aż trzy ochraniacze do łóżeczek.
Jeden już pokazywałam ostatnio, teraz dwa kolejne i zdjęcie prześlicznego pokoiku, który zdobią uszyte przeze mnie zasłony i ochraniacz z ostatniego posta - mięta rządzi.
A no i misiowa girlanda też moja wisi na komódce :)


tutaj cudne serduszka na beżu

Do ochraniacza w serducha powstała też misiowa girlanda



Tutaj sam ochraniacz w gwiazdki na beżu :




A oto i miętaśny pokoik :







Uszyłam też kilka mięciutkich pojemników, bo się mocno polubiliśmy .
Są naprawdę fajne, bo miękkie, można się na nich kłaść a i tak nie stracą fasonu.
Dla mnie idealne na dziecięce zabawki, bo łatwo jest małej rączce sięgać do takiego pojemnika, który się wygina i na pewno jest super bezpieczny w odróżnieniu od innych koszy czy plastików.



No i sowy moje ukochane na koniec.Będzie ich więcej.
Surowy len i naszyta sowa.Prosto i delikatnie.




Nie wiem czy uda mi się jeszcze napisać coś z brzuszkiem,ale nawet jesli nie,
jestem przekonana, że bez brzuszka też niedługo się odezwę.
A tymczasem powracam do mojego renifera i mikołaja...mam nadzieję,że szybko się z nimi uporam i będę mogła pokazać co mnie tak w sobie rozkochuje.

 Gucia







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...