Na fb już są, wyniki gwiezdnej zabawy.Dziękuję za tak liczny udział i obiecuję, że niebawem znów ruszy jakaś zabawa.
A póki co gratuluję serdecznie i proszę o adresy dwie osoby, bo i dwie nagrody rozdać postanowiłam.
Gwiezdną matkę wygrywa : Zdzisława Imianowska
Nagrodę-niespodziankę : oliskowo.pl
piątek, 12 września 2014
poniedziałek, 8 września 2014
Minimalistyczny przedpokój - cisza przed zimą
Że jest minimalistyczny, nikogo nie trzeba przekonywać. Od jakiegoś czasu noszę ze sobą pogląd, że przedpokój powinien być pozbawiony wszystkiego co zbędne i nieużyteczne.
Wraz z sezonem zimowym, dbać o jego "pełnię" będą zapewne stosy kurtek, czapek,szali,rękawiczek i butów...Stąd właśnie u nas, w sezonie letnim, wygląda całkiem "goło".
Betonowe ściany razy dwa, białe razy dwa. Obszerne lustro, wieszaki dla nas i cór.
4 kosze na zimowe dodatki - szale,czapy itd itd. Każdy ma swój. W zeszłą zimę dostawałam szału
szukając czapek i rękawiczek w stosie totalnego chaosu. Tej zimy mam nadzieję mieć spokój w tym temacie. Najgoręcej zawsze było z rękawiczkami Mijci, teraz sama dbać będzie o swój koszyk i jego zawartość.
Małe śpią więc gnam do maszyny. Dodaję już coś niecoś do sklepu, zaglądajcie :)
Wraz z sezonem zimowym, dbać o jego "pełnię" będą zapewne stosy kurtek, czapek,szali,rękawiczek i butów...Stąd właśnie u nas, w sezonie letnim, wygląda całkiem "goło".
Betonowe ściany razy dwa, białe razy dwa. Obszerne lustro, wieszaki dla nas i cór.
4 kosze na zimowe dodatki - szale,czapy itd itd. Każdy ma swój. W zeszłą zimę dostawałam szału
szukając czapek i rękawiczek w stosie totalnego chaosu. Tej zimy mam nadzieję mieć spokój w tym temacie. Najgoręcej zawsze było z rękawiczkami Mijci, teraz sama dbać będzie o swój koszyk i jego zawartość.
Małe śpią więc gnam do maszyny. Dodaję już coś niecoś do sklepu, zaglądajcie :)
A dla tych którzy nie śledzą mnie na fejsbuku, skrzynia.
Zainspirowana Lollipop`em zrobiłam własną skrzynię,
na urodziny pewnego młodzieńca.
Pomalowana akrylem, na kółeczkach.
Chmurzastych snófff wszystkim życzę.
Gucia
niedziela, 24 sierpnia 2014
GWIEZDNE CANDY candy CAndY
Pomyślałam sobie,że może i najwyższy to już czas zrobić wam prezent na jesienne i zimowe czasy.
Uszyłam mini narzutkę w kształcie owalo/koła. Średnica to ok.85cm. Przepikowana swobodnie, granatowa z jednej i pomarańczowa z drugiej strony.
W zamyśle i projekcie pierwszym miała to być leżanka dla bobaska, któremu najlepiej na podłodze, choć niekoniecznie najcieplej.A że sama zawsze miałam problem ze zwijającymi się kocykami pod ruszającymi się bobasem, pomyślałam,że przydałoby się coś miękkiego,trochę izolującego od podłogi ale też sztywnego, na czym maluch śmiało może rozwijać swoją motorykę.Coś co niekoniecznie jest pstrokatą, szeleszczącą i często mało przyjemną w dotyku, matą edukacyjną.
Ale możemy ją też użyć jako dywanik przy dziecięcym tudzież naszym łóżku, jako siedzisko dla bobasów na kuchenne kafelki, jako dywanik wszędzie, gdzie przydałoby się odrobinę ciepła i gwiazd.
Jeśli ktoś miałby ochotę przetestować u siebie taką gwiezdną narzutkę, zapraszam!
Od was chciałabym tylko,żebyście posłali dalej banerek konkursowy - fejsbukowi na swoim profilu,
niedziela, 17 sierpnia 2014
Podróżny pojemnik na zabawki
Natchniona konkursem u Hally, uszyłam z resztek materiałów, pojemnik samochodowy.
Dotychczas podręczne "must have" moich dzieci były wszędzie, na siedzeniach, pod siedzeniami, w zakamarkach malutkich półeczek na drzwiach, w zagłębieniu hamulca ręcznego...
Dziś wszystko pedantycznie ułożone w koszu na zabawki, wiszącym na siedzeniu pasażera.
Egzamin zdaje śpiewająco, niczego już nie trzeba szukać, wszystko pod ręką..Mii.
Nina zdana jest na dobrą wolę siostry :)
Jeśli ktoś miałby ochotę na taki pojemnik samochodowy - piszcie @
A że piękna pogoda, wyruszamy na wycieczkę. Łapcie słońce, koniec wakacji tuż tuż :(
Gucia
piątek, 15 sierpnia 2014
Wieszaki DIY
Pufy są, beton też, pora na wieszaki.
Już czas długi szukam, szukałam, szukać nie będę, wieszaków na kurtoszony, bluzony i wszystkie okrycia wierzchnie, które zalegąją, piętrząc się zawsze szalenie, porą zimową w naszym przedpokoju.
I nie wiem jak to się dzieje, ale u nas w domu panuje moda na wieszanie. Gdziekolwiek nie pojawi się
cypel, cypelek, wieszak, wieszaczuń, cokolwiek z haczykiem - zaraz zawisa na nim "coś".
To może być czapeczka z daszkiem, bluza, ręcznik, klucze, okulary, torba, nosidełko, parasol...
W naszej garderobie ostatnio zawisł jeden, wygrzebany od taty z garażu, taki ot zwykły wieszak.
Zadowolona, myślę sobie,ogarnie trochę przestrzeń, powieszę sobie torebkę, szlafrok. Dziś wisi na nim połowa garderoby męża, 3 torebki, bluzy od święta noszone..słowem - piętrzy się na ścianie góra.
Strach się bać co będzie w naszym, minimalistycznym przecież przedpokoju.
Póki co, wszyscy domownicy obchodzą nasze nowe nabytki z dozą dystansu i nieśmiałości, nikt nie odważył się jeszcze nic zawiesić, chyba ,że na próbę ;)
Wisi więc, a właściwie wiszą, gołe, golutkie.Niech się nacieszę, bo jak przyjdzie jesień, zacznie się zatrzęsienie.I przez kolejne pół roku nie zobaczę ani jednej gwiazdki i ani jednego serducha.
A teraz małe DIY, prosta rzecz, a cieszy.Wykonanie super easy, bez zdjęć krok po kroku,ale napiszę,
być może ktoś się skusi, żeby u siebie zrobić sobie wieszakownię według własnego projektu.
-kawałek dechy wszelakiej, jaka komu pasuje, u mnie z Leroy Merlin - choć marzyła mi się
stara i styrana życiem..
-pomalować według uznania, ja biłam się długo z kolorami, w końcu stanęło na przecierce :
farba bazowa: żółta, świeczką przejechane ranty, kolejna porcja farby: szara, na koniec przecieramy papierem ściernym i wychodzi efekt " postarzałam się",lakier bezbarwny
-gromadzimy wieszaczki wszelakie, jest ich na rynku zatrzęsienie, u nas gałki do mebli - montujemy, przycinamy końce, bo zwykle są dość długie, wiercimy dziury na mocowanie i do ściany z nimi!
A oto efekt u nas, przedpokój ciągle w toku zmian więc znów tylko zajawka.
Duży jest nasz, mniejszy, córzyn, koniecznie różowy.
W pozostałych rolach : Ninka.
Już czas długi szukam, szukałam, szukać nie będę, wieszaków na kurtoszony, bluzony i wszystkie okrycia wierzchnie, które zalegąją, piętrząc się zawsze szalenie, porą zimową w naszym przedpokoju.
I nie wiem jak to się dzieje, ale u nas w domu panuje moda na wieszanie. Gdziekolwiek nie pojawi się
cypel, cypelek, wieszak, wieszaczuń, cokolwiek z haczykiem - zaraz zawisa na nim "coś".
To może być czapeczka z daszkiem, bluza, ręcznik, klucze, okulary, torba, nosidełko, parasol...
W naszej garderobie ostatnio zawisł jeden, wygrzebany od taty z garażu, taki ot zwykły wieszak.
Zadowolona, myślę sobie,ogarnie trochę przestrzeń, powieszę sobie torebkę, szlafrok. Dziś wisi na nim połowa garderoby męża, 3 torebki, bluzy od święta noszone..słowem - piętrzy się na ścianie góra.
Strach się bać co będzie w naszym, minimalistycznym przecież przedpokoju.
Póki co, wszyscy domownicy obchodzą nasze nowe nabytki z dozą dystansu i nieśmiałości, nikt nie odważył się jeszcze nic zawiesić, chyba ,że na próbę ;)
Wisi więc, a właściwie wiszą, gołe, golutkie.Niech się nacieszę, bo jak przyjdzie jesień, zacznie się zatrzęsienie.I przez kolejne pół roku nie zobaczę ani jednej gwiazdki i ani jednego serducha.
A teraz małe DIY, prosta rzecz, a cieszy.Wykonanie super easy, bez zdjęć krok po kroku,ale napiszę,
być może ktoś się skusi, żeby u siebie zrobić sobie wieszakownię według własnego projektu.
-kawałek dechy wszelakiej, jaka komu pasuje, u mnie z Leroy Merlin - choć marzyła mi się
stara i styrana życiem..
-pomalować według uznania, ja biłam się długo z kolorami, w końcu stanęło na przecierce :
farba bazowa: żółta, świeczką przejechane ranty, kolejna porcja farby: szara, na koniec przecieramy papierem ściernym i wychodzi efekt " postarzałam się",lakier bezbarwny
-gromadzimy wieszaczki wszelakie, jest ich na rynku zatrzęsienie, u nas gałki do mebli - montujemy, przycinamy końce, bo zwykle są dość długie, wiercimy dziury na mocowanie i do ściany z nimi!
A oto efekt u nas, przedpokój ciągle w toku zmian więc znów tylko zajawka.
Duży jest nasz, mniejszy, córzyn, koniecznie różowy.
W pozostałych rolach : Ninka.
![]() |
| przedpokój w betonie |
Gucia
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
pufy dwie - stare jak nowe
Zadzwoniłam do męża, mówiąc :" wyniesiemy tylko tą zajmującą miejsce szafę i pomalujemy na biało".
Raz dwa i będzie gotowe! A do wszystkiego zmobilizowała mnie wolność jednocórkowa, druga została u babci na noc.
I jak to zwykle bywa choć nie wiem jak to się dzieje, remont trwa...
Białe ściany zostały dwie, dwie pozostałe - betonowe.Zawsze lubiłam loftową, betonową surowość.
Kupiliśmy dwa wiaderka "betonu" i zaaplikowany, cieszy moje oko.
Zresztą o detalach może uda się jutro, dziś chcę tylko pokazać dwie pufy.
Mieliśmy je w naszym starym mini domku.Wiem,że są okropne i straszyły nas całe dwa lata.
Do nowego mieszkania dostały zakaz wstępu, do czasu kiedy nie chcąc inwestować, wymyślałam jakieś siedziska do przedpokoju.
Przywiozłam i wymyśliłam,że wydziergam na nie pokrowce grubym szydełkiem - tak jak tutaj.
Ale co w międzyczasie? Uruchomiłam overlock, znalazłam dresową dzianinę w żółtym i szarym kolorze.
15minut później pufy wyglądały jak nowe.
Zresztą sami oceńcie.
Może jutro uda się zamocować wieszaki, które właśnie się robią i pokażę wam całość.
A póki co uciekam, bo dziś dzień nie ten. Może przez ten deszcz.
Ninka padła o 18tej i śpi twardo, Mia z oczkami jak szparki pożera trzecią kromę z ogórkiem!
![]() |
| odrobina przedpokoju |
![]() |
| stare ochydki |
środa, 6 sierpnia 2014
pik pik pi-kuje
Szyję, lubię, uwielbiam właściwie.
Praca marzenie, robię, co kocham, odnalazłam to co kocham - wiem jakie to trudne.
Odkryć, uwierzyć,że to jest moja droga, podążać nią. Nie znudzić się po pierwszym miesiącu. ;p
Ale droga drogą, miłość miłością ...przy tym projekcie marzyłam o końcu.
Uwielbiam narzuty, pikowania, patchworki i wszystko co duże, na czym można się położyć i czym przykryć.
Ale nie wiem jeszcze jak to się robi, używając zwykłej maszyny, polubić kilkudniowe wycieczki igłą po
materiale..?
Narzuta na życzenie pewnej pani, biel z różem, do tego poduszki. Pikowania - paseczki wzdłuż.
Wymiary 120x200cm.
Łatwo nie było, ciekawie też nie - ale sama chcę sobie taką uszyć, tyle że większą, patchworkową, na swoje łóżko w sypialni. Dobrze pokosztować nowych rzeczy, oby nie za często, bo mogę skończyć z maszyną za oknem! Podziwiam wszystkich narzutowców, jak babcię kocham.
Ale przy tym kilka pomysłów wpadło do głowy, więc chwytajmy się tego co nowe, bo fajnie ze świeżością w głowie.
Praca marzenie, robię, co kocham, odnalazłam to co kocham - wiem jakie to trudne.
Odkryć, uwierzyć,że to jest moja droga, podążać nią. Nie znudzić się po pierwszym miesiącu. ;p
Ale droga drogą, miłość miłością ...przy tym projekcie marzyłam o końcu.
Uwielbiam narzuty, pikowania, patchworki i wszystko co duże, na czym można się położyć i czym przykryć.
Ale nie wiem jeszcze jak to się robi, używając zwykłej maszyny, polubić kilkudniowe wycieczki igłą po
materiale..?
Narzuta na życzenie pewnej pani, biel z różem, do tego poduszki. Pikowania - paseczki wzdłuż.
Wymiary 120x200cm.
Łatwo nie było, ciekawie też nie - ale sama chcę sobie taką uszyć, tyle że większą, patchworkową, na swoje łóżko w sypialni. Dobrze pokosztować nowych rzeczy, oby nie za często, bo mogę skończyć z maszyną za oknem! Podziwiam wszystkich narzutowców, jak babcię kocham.
Ale przy tym kilka pomysłów wpadło do głowy, więc chwytajmy się tego co nowe, bo fajnie ze świeżością w głowie.
zapikowana Gucia
czwartek, 31 lipca 2014
Kleimy się jak krówki ciągutki
Rozpanoszył się po domu. Duży, pojemny, szaro-kolorowy i nie nasz :p
Pierwszy raz środek uszyty z dwóch tkanin, tak jak strona zewnętrzna.
Ostatnio ciężko idzie z szyciem, dziećmi i upałem wszechobecnym i jakże bezlitosnym.
Czuje się jak lepiec, wszystko klei się do mnie a ja do wszystkiego.
W gwoli wyjaśnienia dodam,że mieszkanko moje ukochane mieści się na poddaszu - nie trzeba wiele tłumaczyć wszystkim poddaszowcom. Lato bywa dla nas okrutne.
I jest też u mnie cecha brzydka okrutnie - "na ostatni moment" jest najbardziej mobilizujące.
Jak to zmienić? Ja się poddaję. Tak też i teraz, znów zostały noce i nieprzytomne poranki.
Ogromny pojemnik wraz z mniejszymi wkrótce w nowym domu.
A lista "na wczoraj" wisi, straszy i....mobilizuje.
Biorę się do pracy.Odszyć zamówienia i zacząć znów coś po swojemu. Deszcz akompaniuje maszynie.
Gucia
Pierwszy raz środek uszyty z dwóch tkanin, tak jak strona zewnętrzna.
Ostatnio ciężko idzie z szyciem, dziećmi i upałem wszechobecnym i jakże bezlitosnym.
Czuje się jak lepiec, wszystko klei się do mnie a ja do wszystkiego.
W gwoli wyjaśnienia dodam,że mieszkanko moje ukochane mieści się na poddaszu - nie trzeba wiele tłumaczyć wszystkim poddaszowcom. Lato bywa dla nas okrutne.
I jest też u mnie cecha brzydka okrutnie - "na ostatni moment" jest najbardziej mobilizujące.
Jak to zmienić? Ja się poddaję. Tak też i teraz, znów zostały noce i nieprzytomne poranki.
Ogromny pojemnik wraz z mniejszymi wkrótce w nowym domu.
A lista "na wczoraj" wisi, straszy i....mobilizuje.
Biorę się do pracy.Odszyć zamówienia i zacząć znów coś po swojemu. Deszcz akompaniuje maszynie.
![]() |
| przygarnął Mijuśkowe przytulańce |
![]() |
| przysiadł na komodzie |
![]() |
| przytulił dziergańca |
![]() |
| rozpanoszył się na fotelu, bo lubi się kręcić |
Gucia
czwartek, 24 lipca 2014
z szydłem pod pachą
No i stało się. Powstało z rąk moich coś na co spojrzeć można, kształt ocenić, a nawet wykorzystać
w sposób iście praktyczny. Szydełko odrobinę oswojone.I wiem co piszę używając słowa "odrobinę".
Słupki, półsłupki, pętelki,srelki....jestem super początkująca i dumna jak paw,że wogóle coś udało się zrobić. A wszystko za sprawą dzielnej mamy-nauczycielki.
Od początku wiedziałam,że szydełko ma posłużyć jako narzędzie do tworzenia czegoś dużego i praktycznego.Obrusy jakoś nie kuszą, skarpety też jeszcze nie.
Na początek mój zestaw składał się z szydełka 2mm i kilku pastelowych włóczek.
Próbowałam, walczyłam, burczałam pod nosem i nic z tego nie wychodziło.Walka nawet z youtube za trudna.
Włóczka cieniutka, szydełko małe - ciężko było cokolwiek zobaczyć, policzyć i stwierdzić czy teraz wbić
szydełko w tą czy tamtą dziurkę.
Nauczona doświadczeniem postanowiłam zawalczyć znacznie większym kalibrem.
Kupiłam sobie dwie włóczki "Cotton Spaghetti" - to w 100% recyklingowa włóczka, coś jakby pociąć zwykły podkoszulek i połączyć razem paseczki. Paseczki mojej ciemno szarej włóczki były takiej samej grubości przez cały kordonek i dzierganka moja wyszła równiutka. Moje drugie, żółte Spaghetti było tu cieńsze, tam grubsze, niekiedy zupełnie jak nitka - stąd druga dzierganka wyszła zupełnie inaczej mimo iż robiona dokładnie tak samo jak pierwsza. Niektórzy mogą narzekać, mnie się to bardzo spodobało.
Lubię takie niespodzianki, efekt całkiem ciekawy i nigdy nie wiemy czego można się spodziewać na końcu.
Szydełko do tak grubej włóczki też zaleca się grubaśne - ja mam 15mm !! Kawał patyczka.
I tak krok po kroku, półsłupek po półsłupku i powstały dwa pojemniki.
Póki co sierotki leżą na ziemi, ale krok kolejny poczyniliśmy z mężem i zaliczyliśmy wizytę w tartaku.
Czekamy na dechy i tworzyć będziemy półkę na książki do naszego salonu.
Na razie pusta ściana, ale jak pozbijamy deski - pojemniory będą jak znalazł. W planach jeszcze kilka bym zrobiła - kolorów jest mnóstwo i wszystkie kuszą mnie strasznie.
Kolejnym krokiem byłby okrągły dywanik na kuchenne kafle.Dziecko moje małe często przesiaduje tam ze mną i super przydałoby się coś miękkiego pod pupkę i gołą stópkę.
I pewno w końcu się pojawi, tylko mamę muszę pomęczyć o praktyki ;p
Tyle na wstępie z doświadczeń mych szydełkowych - marzenie spełnione, coś wydziergać się udało!
A że już powoli powoli , ale kształtuje się mój salon po mojemu - pomyślałam,że może to i dobry moment na pokazanie nieco więcej niż tylko pokoju dziewczyn.
Została nam do zrobienia półka i kupno fotela, no i te najważniejsze, końcowe drobiazgi i pieszczochy.
Kanapa domaga się paru poduch, okno i parapet też się domagają, tylko jakoś brak mi weny,żeby stwierdzić czego im brakuje..
Ale już lubię tu być, tak bardzo lubię,że maszyna zbiera kurz w pokoju obok.
Nie umiem się zebrać jakoś ostatnio.Ja wiem,że każdy ma tyle samo godzin w dobie, że inni mają troje,czworo a nawet pięcioro dzieci! A ja mam tylko dwójkę i nie mogę znaleźć sił na nocne szaleństwa ze stukotem igły w tle. Zwyczajnie padam na twarz. Krok po kroku staram się choć po godzinie, puszczam sobie audiobooki i dłubie, ale oddech snu całej trójki nie wyzwala większej energii...wręcz przeciwnie.
Marzę , żeby do nich dołączyć, poczytać znów kilka stron Alice Munro i położyć się obok mojej małej, oszkuconej główki.
Czy to tylko ja tak mam?
w sposób iście praktyczny. Szydełko odrobinę oswojone.I wiem co piszę używając słowa "odrobinę".
Słupki, półsłupki, pętelki,srelki....jestem super początkująca i dumna jak paw,że wogóle coś udało się zrobić. A wszystko za sprawą dzielnej mamy-nauczycielki.
Od początku wiedziałam,że szydełko ma posłużyć jako narzędzie do tworzenia czegoś dużego i praktycznego.Obrusy jakoś nie kuszą, skarpety też jeszcze nie.
Na początek mój zestaw składał się z szydełka 2mm i kilku pastelowych włóczek.
Próbowałam, walczyłam, burczałam pod nosem i nic z tego nie wychodziło.Walka nawet z youtube za trudna.
Włóczka cieniutka, szydełko małe - ciężko było cokolwiek zobaczyć, policzyć i stwierdzić czy teraz wbić
szydełko w tą czy tamtą dziurkę.
Nauczona doświadczeniem postanowiłam zawalczyć znacznie większym kalibrem.
Kupiłam sobie dwie włóczki "Cotton Spaghetti" - to w 100% recyklingowa włóczka, coś jakby pociąć zwykły podkoszulek i połączyć razem paseczki. Paseczki mojej ciemno szarej włóczki były takiej samej grubości przez cały kordonek i dzierganka moja wyszła równiutka. Moje drugie, żółte Spaghetti było tu cieńsze, tam grubsze, niekiedy zupełnie jak nitka - stąd druga dzierganka wyszła zupełnie inaczej mimo iż robiona dokładnie tak samo jak pierwsza. Niektórzy mogą narzekać, mnie się to bardzo spodobało.
Lubię takie niespodzianki, efekt całkiem ciekawy i nigdy nie wiemy czego można się spodziewać na końcu.
Szydełko do tak grubej włóczki też zaleca się grubaśne - ja mam 15mm !! Kawał patyczka.
I tak krok po kroku, półsłupek po półsłupku i powstały dwa pojemniki.
Póki co sierotki leżą na ziemi, ale krok kolejny poczyniliśmy z mężem i zaliczyliśmy wizytę w tartaku.
Czekamy na dechy i tworzyć będziemy półkę na książki do naszego salonu.
Na razie pusta ściana, ale jak pozbijamy deski - pojemniory będą jak znalazł. W planach jeszcze kilka bym zrobiła - kolorów jest mnóstwo i wszystkie kuszą mnie strasznie.
Kolejnym krokiem byłby okrągły dywanik na kuchenne kafle.Dziecko moje małe często przesiaduje tam ze mną i super przydałoby się coś miękkiego pod pupkę i gołą stópkę.
I pewno w końcu się pojawi, tylko mamę muszę pomęczyć o praktyki ;p
Tyle na wstępie z doświadczeń mych szydełkowych - marzenie spełnione, coś wydziergać się udało!
A że już powoli powoli , ale kształtuje się mój salon po mojemu - pomyślałam,że może to i dobry moment na pokazanie nieco więcej niż tylko pokoju dziewczyn.
Została nam do zrobienia półka i kupno fotela, no i te najważniejsze, końcowe drobiazgi i pieszczochy.
Kanapa domaga się paru poduch, okno i parapet też się domagają, tylko jakoś brak mi weny,żeby stwierdzić czego im brakuje..
Ale już lubię tu być, tak bardzo lubię,że maszyna zbiera kurz w pokoju obok.
Nie umiem się zebrać jakoś ostatnio.Ja wiem,że każdy ma tyle samo godzin w dobie, że inni mają troje,czworo a nawet pięcioro dzieci! A ja mam tylko dwójkę i nie mogę znaleźć sił na nocne szaleństwa ze stukotem igły w tle. Zwyczajnie padam na twarz. Krok po kroku staram się choć po godzinie, puszczam sobie audiobooki i dłubie, ale oddech snu całej trójki nie wyzwala większej energii...wręcz przeciwnie.
Marzę , żeby do nich dołączyć, poczytać znów kilka stron Alice Munro i położyć się obok mojej małej, oszkuconej główki.
Czy to tylko ja tak mam?
Salon w całej okazałości już bardzo niebawem,a póki co pojemniki służą jako świetna zabawka dla małej Ninki ;p
tablica drewniana "live love laugh..."- galeriamiau - mega profesjonalizm
tablica drewniana "do what you love" + litery "be creative" - czary z drewna
stolik kawowy i skrzynia na gazety - Marta - mój czarodziej ;p
patera - pracownia-kasi
lampa miodowa - leroy merlin
lampa szara - ikea
kanapa + fotel obrotowy - ikea
dywan - leroy merlin
cotton ball lights - www.cottonballlights.pl/
drewniana lampka na ziemi - crea-re
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































